Wycieczka na Wielką Sowę

Cześć, zapraszamy na relację z wycieczki na Wielką Sowę.

To pierwsze nasze wideo, zapraszamy do obejrzenia a poniżej tradycyjny wpis. Dajcie znać jaka forma opisu trasy bardziej się Wam podoba.

Na wyprawę wybrały się z nami dzieci z przedszkola w sumie 3 dzieci i 5 dorosłych. Również tym razem potwierdziła się zasada, że idąc grupą jest raźniej i dzieciaki nawet nie zauważają jak pokonują kolejne wzniesienia.

Plan trasy na Wielką Sowę

Cała trasa to niespełna 10 km, czas jaki podawała mapa 3 godziny idąc z dziećmi liczymy podwójnie 😉 Szlakiem niebieskim do Rozdroża pod Lisimi Skałami, następnie zielonym do Koziego Siodła. Tu wchodzimy na szlak czerwony którym przez Rozdroże pod Wielką Sową dochodzimy na Wielką Sowę. Drogę powrotną zaplanowałem szlakiem czerwonym przez schroniska Sowa oraz Orzeł. Cała trasa przedstawiona na poniższej mapie.

Auta zostawialiśmy na płatnym parkingu na przeciwko tras narciarskich koszt postoju to 5 zł. W okolicy jest sporo miejsc w których można zostawić auto ale dla spokoju wybraliśmy parking.
Początek trasy prowadzi Nas drogą asfaltową, ale już od początku towarzyszą nam ładne widoki. Trasa zadrzewiona, przyjemnie spaceruje się nawet w słoneczny dzień. Następnie asfalt zmienia się w kamienistą drogę, wchodzimy w las. Droga bardzo podoba się maluchom, żwawo maszerują motywując się wzajemnie. Dzieci bardzo lubią wspinać się na skały i duże głazy, jeden z takich kamieni to pretekst do chwili odpoczynku. Każdy przystanek to dobry moment na uzupełnienie płynów i kanapkę.

Od Rozdroża pod Lisimi Skałami

Trasa prowadzi nas drogą która jest wyłożona betonowymi płytami. Pomiędzy drzewami można dostrzec w oddali nasz cel czyli wierzę na wielkiej sowie. Jesteśmy już na zielonym szlaku trasa bardzo dobrze przygotowana dla rowerzystów lub idących z dzieckiem w wózku. Dochodzimy do Koziego Siodła i robimy tu kolejny krótki przystanek. W tym miejscu przecinają się trzy różne szlaki. My po przerwie ruszamy czerwonym który w dalszej części nie jest już przystosowany do jazdy rowerem.

Droga jest bardzo ciekawa, korzenno-kamienista z ładnymi widokami. Mijamy Rozdroże Pod Wielką Sową i pokonując ostatni odcinek docieramy do celu na Wielką Sowę. Widać, że wiele osób postanowiło skorzystać z pięknej pogody. Pod wierzą można spotkać sporą ludzi zgromadzonych wokół ognisk. Mieliśmy ze sobą kiełbaski więc również przysiedliśmy się żeby je upiec. W wieży jest sklepik w którym w razie potrzeby można dostać kij, kupić kiełbaskę coś do picie czy inne pamiątki. Miejsce jest przygotowane pod turystów i dzieci.

Wieża widokowa na Wielkiej Sowie.

Weszliśmy na wieżę widokową z której rozciągał się piękny widok. Pogoda nam sprzyjała, widoczność była rewelacyjna a widoki zapierają dech w piersiach. Co pokazuje tylko, że wcale nie trzeba daleko szukać bo na dolnym śląsku mam bardzo ciekawe miejsca do odwiedzenia. Cała przerwa na Wielkiej Sowie trwała około 2 godzin. Dzieci zjadły, zregenerowały siły i z zapałem ruszyliśmy w drogę powrotna która prowadziła czerwonym szlakiem.

Schroniska Sowa oraz Orzeł.

Po drodze mieliśmy jeszcze dwa schroniska. Pierwsze to Sowa położony 900 m.n.p.m. W środku mamy czynny codziennie bar z domowa kuchnią. W schronisku można wynająć pokój, miejsce noclegowe lub skorzystać z pola namiotowego.

Kolejnym i już ostatnim na naszej trasie było schronisko Orzeł. Jest to miejsce do którego można podjechać samochodem, ma duży parking, restaurację i miejsce na ognisko. Z tego miejsca rozciągają się naprawdę piękne widoki. Na miejscu jest restauracja, miejsce na ognisko Dzięki możliwości dojazdu jest to bardzo ciekawa opcja dla osób starszych czy niepełnosprawnych które chciały by popatrzeć na góry, pospacerować a nie są w stanie iść na dłuższą wycieczkę o własnych siłach. W schronisku można wynająć pokoje, albo skorzystać z pola namiotowego a w przypadku braku wolnych miejsc można się przespać na tzw. „glebie”. Co ważne do schroniska można przyjechać ze zwierzętami.

Dodatkowa rozrywka na trasie.

Na koniec chcę jeszcze wspomnieć gwiazdę wycieczki czyli małego, gumowego, skaczącego pająka (nawiasem mówiąc tez kiedyś, dawno temu miałem podobnego). Zazwyczaj nie kupujemy takich zabawek-chwilówek ale przy okazji wypraw w góry z dziećmi trzeba mieć świadomość, że samo maszerowanie może nie być dla nich tak atrakcyjne jak dla nas. Osobiście uważam, że warto zapewnić jakieś dodatkowe atrakcje nawet jeśli są to drobiazgi które z założenia uważamy za mało wartościowe. 12 złotych wydane podczas naszych ubiegłorocznych wakacji na plastikowy łuk zapewnił nam kupę zabawy i motywacji do pokonywania kolejnych kilometrów gdy przychodziło pierwsze zmęczenie.

Czekamy na Wasze komentarze i bardzo dziękujemy za czas spędzony na czytaniu relacji z naszej wycieczki!

Pozdrawiamy i do usłyszenia niedługo!
Powyższy wpis był dla Ciebie wartościowy? Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi.